Strona:Karol Irzykowski - Pałuba Sny Maryi Dunin.djvu/229

Ta strona została przepisana.

w ich opisie, że się chciał tylko uczyć, informować, lecz przez swoje wyższe pytania zmuszał ją do zastanawiania się nad sztuką i pogłębiania własnej twórczości. A może ona tylko z pochlebstwa udawała, że się przejmuje temi pytaniami? O, ten zarzut był słabym, bo przecież mogła grać podwójną komedyę i takiem pochlebstwem tylko maskować rzeczywiste zainteresowanie się (por. str. 76. w. 26. i nast.). Inna przyczyna ustępstw Strumieńskiego na rzecz Angeliki leżała jeszcze głębiej: była to chęć wynagrodzenia jej za mniemaną krzywdę, o której szeroko opowiem aż później. Jeżeli przy tych wszystkich przyczynach uwzględnimy jeszcze powroty w kierunku lekceważenia malarstwa Angeliki, a więc i swego w tem malarstwie współudziału, będziemy mieli mniej więcej wyobrażenie o sprzecznościach i zmiennościach tego splotu psychicznego.
Inny punkt wstydliwy powstawał, gdy Strumieński przystępował do kwestyi własnej przystojności. Nie mógł tego pominąć, bo wiedział, że Angelika pokochała go — z początku przynajmniej — głównie (a w tem „głównie“ brzmiało i „niestety“) dlatego, że jej się podobał z twarzy i postawy. Ale jakże miał o tem pisać? Po pierwsze mniemał, że go to poniża, iż Angelika nie pokochała w nim tzw. duszy, ale przedewszystkiem futerał duszy; po drugie wydawało mu się to tak dziecinnem pisać o własnej przystojności. A jednak pozbawiłby się tym sposobem wielu ładnych szczegółów. Pamiętał np., jak ona przed nim klękała, uwielbiała go, zachwycała się nim, jak w nocy, gdy spał, pochylona nad nim z lampą patrzyła w jego rysy, itp. wyrabiała awantury. Czasem mu te awantury pochlebiały, a czasem go irytowały, bo, czując w nich swą śmieszną rolę (mianego a nie mającego), nie chciał się niemi przejmować i kładł je jużto