Strona:Karol Irzykowski - Pałuba Sny Maryi Dunin.djvu/267

Ta strona została przepisana.

okrojone, zmniejszone, skarykaturowane. Jowialny p. X. przywoził z sobą z podróży talie kart pornograficznych i rozdawał znajomym, którzy je znowu w sekrecie pokazywali swoim matronom. Tenże sam p. X., który swoją córkę chował w świętej nieświadomości co do spraw płciowych, w zaufanem kółku deklamował pornograficzne utwory Fredry, a raz po sutej libacyi rażony został apopleksyą w objęciach niewiasty z gminu w ustronnym gabinecie u Strumieńskiego. Benjaminkiem kobiet był synalek stryja Maryusza, młodzieniec, który, mając się wkrótce żenić, widocznie dla wprawy uwalniał dziewczęta wiejskie od dziewictwa, werbując je do tego celu jak rekrutów, a w wolnych chwilach pisał wierszowany modlitewnik dla swojej narzeczonej, talizman miłości i czystości, oprawiony w bieluchną kość słoniową[1].

Tacy ludzie, jeśli mówili o sztuce, występowali przeciw niezdrowym prądom modernistycznym, przeciw dekadentom, realistom, naturalistom i — o czem kto słyszał lub przypadkowo czytał. Żądano, żeby wszystko było tak jak dawniej, nie oszczędzano nawet tych artystów, którzy wskutek modernizmu byli właśnie wstecznikami, bo ich nie rozumiano. Wymagano „piękna“ estetycznego, poetom nakazywano, żeby opisywali cnotę, szczęście, i wielkie charaktery, lepsze niż w życiu. Wołano na gwałt o wielkich ludzi, urządzano uroczystości na cześć już zmarłych znakomitości, bo ci, którzy sami byli małymi, pozbywali się w ten sposób obowiązku dopięcia ideału własnej wielkości. Augurzy literaccy stawiali różne bóstwa w swej świątyni, ogłaszali ich kult jak objawienie, a heretyków palili na stosie. Jednak szczególnie żarliwie występowano przeciw wnikaniu w tajemnice miłosne i płciowe. Dlaczego? Bo każdy z ludzi minionego pokolenia miał w tej dziedzinie za

  1. Szczegół o narzeczonym-lowelasie, piszącym modlitewnik dla swej narzeczonej, zaczerpnięty jest z rzeczywistości.
    Krakowska Akademia Umiejętności powinnaby ogłosić konkurs na rozprawę o tem, jaki stosunek zachodzi między zamaskowaną pornografią w życiu i w piśmiennictwie a tępieniem otwartej dyskusyi o tajnikach erotycznych i fałszywym idealizmem. Wiele materyału dostarczyłby Fredro, gdyby ktoś odważył się przywiązać wagę do jego pornograficznych utworów i zestawiwszy je z jego oficyalną poezyą, poczynił wnioski o zapatrywaniach jowialnego komedyopisarza na kobiety i na „miłość“. Sięgnąćby także należało do sztuk naszych sympatycznych jak Bałuckiego, Przybylskiego. Swego czasu zwrócił mi ktoś uwagę na jeden bardzo charakterystyczny szczegół w „Wicku i Wacku“: Obaj ci urwisze wpadają na scenę, goniąc za dziewczętami wiejskiemi — zapewne tylko w celu niewinnego flirtu? — a publiczność wcale się tem nie oburza, widocznie nie uświadamia so-bie dokładnie następstw takiej bieganiny. Ale może to jest tylko tzw. tężyzna, co? Ja nic przeciwko takiej tężyźnie nie mam, — ale to porozumienie między autorem a publicznością co do „miary artystycznej“ jest pozazdroszczenia godne. Pornografia kontuszowa, pornografia przy kufelku itd.