Strona:Karol Irzykowski - Pałuba Sny Maryi Dunin.djvu/292

Ta strona została przepisana.

dnak nad przykrością, którą jej sprawiła ta nowina, wypowiadała różne uwagi o tem, jakiem będzie to przyszłe małżeństwo, obmawiała tak Gasztolda jak i jego narzeczoną, w czem jednak potrzebowała od męża pewnej pomocy i wyrozumiałości. Z niechęcią do Gasztolda budziło się w niej jako uczucie dopełniające przywiązanie do Strumieńskiego, a wskutek takich powikłań wpierw już odczuta zazdrość o niego (tj. o Strumieńskiego) nabrała szczerszych kolorów. Interpelacyę swoją odłożyła nieświadomie jako atut do jakiejś innej kłótni, a tymczasem poddawała się powstałemu w niej świeżo splotowi uczuć. Jego milczenie o obrazie Angeliki już jej nie gniewało, ale imponowało, martwiło, przygnębiało. Poczuła żywo, że nikt jej nie kocha, że wszyscy (uogólnienia z powodu Gasztolda) ją zdradzają, łzawo jej się zrobiło. Zawołała do siebie Pawełka, aby go udobruchać: przyszedł posłusznie, bo dąsał się na ojca. Pawełek przeczuwał bystro, że z powodu tego obrazu powstało jakieś naprężenie między ojcem a matką, lecz nie wiedział jakiego rodzaju. Pieszczoty matki zrozumiał tak, że ona go prosi, żeby nic ojcu nie mówił, i w duchu obiecywał jej milczenie — był trochę rad temu, że z obu stronami spiskuje. Tymczasem Ola zaczęła grać na fortepianie, chciała jak to piszą wypowiedzieć się w muzyce, dać mężowi coś do poznania, grała więc z wielkim ferworem, aby wywołać zapytanie: Co ci jest dzisiaj? Grała, myliła się naumyślnie, nie kończyła, — ale napróżno. On nie poznawał, nie zwracał na nią uwagi, chyba naumyślnie.
A sekret był ten, że Strumieński wrócił do domu ululany, przez drogę wytrzeźwiał, napił się potem u siebie czarnej kawy, ale jeszcze czuł wino w głowie. Wstydził się nieco przed Olą, zajęty więc udawaniem pe-