Strona:Karol Irzykowski - Z pod ciemnej gwiazdy.djvu/142

Ta strona została uwierzytelniona.

jak wrótnia obracająca się na zawiasach, aby ją przyskrzynić na wieki.
Krzyknęła jak przez sen i zemdlała.
Kiedy ją przyniesiono do domu i ocucono, ojciec pochylił się nad nią, badał puls i powiedział:
— Tobie potrzeba dziecka!
Przytwierdziła tajemniczo:
— Tak ojcze, postaram się o nie!
Przeniknęła już wszystko i od tej pory nie było nieporozumienia między nią a snami. Jedynym celem jej był teraz ów punkt na cmentarzu, gdzie trumna z ciałem zaklętej królewny rozbłyskiwała jak radjum w ciemnościach, ku środkowi ziemi, wskazując jej drogę.
Napisała do Wacława: Zaczynam działać.

4.

Ludmiła weszła szybko na cmentarz i starała się nie słyszeć nienawistnego dla niej zgiełku grobów, napełniającego fałszywą ciszę. Nareszcie, idąc pomiędzy odarte już z liści gałęzie, przyzwyczaiła się. Nie pominęła jednego znajomego jej z dawna grobu, koło którego przekradała się na palcach. Tu na płycie kamiennej leżała wciąż ta sama czarna plama: jakaś pani w żałobie, której twarzy nigdy widać nie było, iż wyglądała jak sama rozpacz bezkształtna i nieruchoma...
— Powiedz, co widzisz, co myślisz, czegoś zaznała? — Nie chcę wiedzieć, jak się nazywasz, kim jesteś, czyś człowiekiem, czyś duchem, — trwaj tak wiecznie plamo żałobna, za mnie i za wszystkich!
Obecność jej w dziwny sposób dodała Ludmile odwagi i wiary w królestwo duszy, panujące w tych podziemiach. A oto już na zakręcie wynurzył się ostatni ostrów jej życia, poznawany przez nią zawsze tem samem ściśnięciem