Strona:Karol May - Śmierć Judasza.djvu/108

Ta strona została uwierzytelniona.

oraz pieniądze, a nadto Mogollonowie powetowaliby sobie klęskę.
— To dziwne, jaki z pana szczwany lis! — rzekła z uśmiechem ale wymuszonym; prawdopodobnie więc trafiłem w sedno.
— Smutne jest pani życie — powiedziałem — i skończy pani posępnie.
— Cóżto pana obchodzi! Jakie jest moje życie i jak ja skończę, to moja rzecz, a nie pańska!
— Skoro pani stale wchodzi nam w drogę, mamy prawo zająć się panią. Postaramy się już o to, abyś nie mogła nam zawadzać. Wódz Nijorów a nasz brat, przetrzyma panią tutaj w niewoli przez kilka tygodni. To będzie jedyny skutek pani obecnej, a zgoła niekobiecej przygody.
Znać było po niej przerażenie. Ale wnet się opanowała i rzekła zmienionym błagalnym głosem:
— Postąpi pan wobec mnie nader niesłusznie, sir! Nie chciałam bynajmniej oswobodzić Meltona, a pragnęłam tylko prosić pana, abyś mnie zabrał ze sobą.
— Prosić? I po co zabrałaś ze sobą sześciu towarzyszów? I do tego uzbrojonych? Pah! Niech pani kogo innego mami swoim syrenim głosikiem. Zostanie pani w niewoli przez kilka tygodni. Co potem, to rzecz pani, a nie nasza. A teraz, wara stąd! Niech mi się pani więcej na oczy nie pokazuje!

104