Strona:Karol May - Bryganci z Maladetta.djvu/73

Ta strona została uwierzytelniona.

Operacja nie odbędzie się, zanim doktór Sternau nie zbada dokładnie chorego. Tak chcę i tak być musi.
Rysy twarzy Alfonsa stały się jeszcze bardziej ostre, żyły wystąpiły mu na czoło. Podniósłszy rękę, zbliżył się do siostry i ochrypłym od gniewu głosem zawołał:
— Ty chcesz tu rozkazywać? Ty, kobieta? Daj nam pokój! Operacja odbędzie się, choćbym miał użyć pomocy służby i polecić jej, by cię wyprowadziła. Robię zawsze to, co mi się podoba. Zrozumiałaś?
Po tych słowach zwrócił się do Sternaua i wpadł na niego:
— Proszę się wynosić. Jeżeli nie odejdzie pan dobrowolnie, każę cię psami wyszczuć z zamku!
Sternau uśmiechnął się pobłażliwie.
— Przybyłem tu na żądanie hrabianki — odrzekł, nie tracąc spokoju, — aby zbadać ojca pańskiego, hrabio. Uczynię to, na nic nie bacząc. Hrabianko, proszę przedstawić mnie temu panu, który jest przecież moim kolegą profesjonalnym.
Podczas tej rozmowy kolega profesjonalny schronił się dyskretnie do niszy okiennej. Roseta, spełniając prośbę przyjaciela, rzekła:
— Doktór Karol Sternau, lekarz naczelny kliniki profesora Letourbier w Paryżu — doktór Francas z Madrytu. Oto i pozostali panowie: doktór Milanos z Kordoby i doktór Cielli z Manrezy.
Obydwaj lekarze, którzy opuścili pokój chorego wobec niezwykłego tonu, jaki przybrała rozmowa hrabiego Alfonsa z hrabianką, skłonili się w kierunku gościa chłodno i z powagą. Doktór Francas z Madrytu

69