Strona:Karol May - Czarny Gerard.djvu/43

Ta strona została uwierzytelniona.

— Śmierć byłaby dla niego zbyt małą karą. Musi odpokutować surowo.
Podszedł do sierżanta, który chciał się podnieść, zwalił go potężnem kopnięciem, przygniótł kolanem i wyciągnął nóż.
— Na Boga, co chcecie ze mną zrobić? — zawołał sierżant.
— Nie jesteś człowiekiem, tylko zwierzęciem, — odparł wódz. — Uderzyłeś córkę Miksteków; oskalpuję cię żywcem.
— Wielkie nieba! Zróbcie wszystko, byle nie to!
— Nie wzywaj Boga nadaremnie, jesteś djabłem!
— Zabijcie mnie, zabijcie! Litości!
— Sam nie miałeś litości. Pokażę ci, jak się skalpuje. Nie będę ciął szybko, a wolno, bardzo wolno.
— Litości, litości!
— Jesteś tchórzem. Nic nie pomogą skomlenia.
Miksteka ujął włosy Francuza lewą ręką i przyłożył nóż do czoła. Sierżant chciał się podnieść, lecz Miksteka przycisnął pierś kolanem, drugiem zaś oparł się o szyję, tak, że Francuz leżał jak przygwożdżony.
Wódz przeciął nożem skórę, okrywającą czoło. Francuz wydał straszliwy okrzyk. Rezedilla krzyknęła również. Pirnero przyglądał się zboku straszliwej scenie; włosy stanęły mu dęba.
— Zaniechajcie, sennor, — rzekła błagalnie Rezedilla.
— Zasługuje na surowszą karę — odparł chłodno Indjanin. — Bawole Czoło nie jest katem, lecz córka Miksteków musi być pomszczona.
Sierżant ryczał nieludzko. Rezedilla zakryła twarz

37