Strona:Karol May - Kara Ben Nemzi 3.djvu/142

Ta strona została skorygowana.

— Czy mogli o tem mówić?
— Z moją żoną i jej rodzicami? Dlaczegóżby nie; przecież nie zdradziliby ich!
— Skądże przypuszczenie, że rodzina twoja wpadła na myśl udania się do kompanji żołnierzy, którzy brali udział w egzekucji, z zapytaniem, czy przypadkiem rozstrzelanie nie było pozorne? Gdyby jednak nawet Bóg oświecił ich taką myślą, nie wiedzieliby, którzy żołnierze zostali odkomenderowani do egzekucji. Musieliby rozpocząć poszukiwania, a to mogłoby nasunąć podejrzenia. Pomyśl o tem!
— Wyznam szczerze, że mi to nie przyszło na myśl.
— Byłeś przekonany, że ich zamordowano. Tymczasem przypuśćmy, że to nieprawda. W takim razie uciekli przed gawiedzią, która zagrażała i szyitom i chrześcijanom. Po splondrowaniu i spaleniu ulicy, na której mieszkali, znaleźli się może za miastem w bezpiecznem miejscu, może nawet wśród tych tysięcy pogorzelców, którzy schronili się w zamku

144