Strona:Karol May - Kara Ben Nemzi 3.djvu/21

Ta strona została skorygowana.

z pod niej ostatni ze swych trzydziestu dwóch zębów.
— Czego chcesz jeszcze? — zapytał gospodarz.
— Mówisz o tszibukach, effendi, a zapominasz, że mamy tylko jeden i palimy z niego do spółki.
— Były przecież dwa!
— To dawne czasy. Jednego wszak używałem do rozdmuchiwania ognia w kominku, więc zczasem nieco się przypalił.
— Czy tszibuk powinien służyć za miech kowalski?
— Nie. Na dowód jednak swej niewinności muszę ci przypomnieć, że nie mogę się schylać, a tszibuk nie odczuwa żadnych bólów, gdy go trzymam nad ogniem. Zrozumiesz to chyba, effendi!
— Idź więc i przynieś fajkę!
Mogę chyba nie podkreślać, że ten stosunek między panem a służącym bawił mnie szczerze. Pobłażliwość pana musiała mieć podstawę. Przypomniałem sobie słowa gospodarza, wypowiedziane podczas naszej pierwszej bytności: „Służył u mnie,

23