Strona:Karol May - Kara Ben Nemzi 3.djvu/47

Ta strona została skorygowana.

Miał rację; grubas wrócił prędzej, niż się można było spodziewać, i postawił kawę na stoliku.
Po chwili rzekł melancholijnie:
— Oto jest! Oświadczam, że nawet nie skosztowałem. W przyszłości będę ją sam gotował, choćby nawet błogi aromat miał mnie pozbawić spokoju duszy. Jeżeli jednak, mój emirze, Allah w swej łaskawości natchnie cię myślą, że i ja powinienem wypić filiżankę tego napoju, nie zapomnij mnie o tem zawiadomić.

Po tych słowach oddalił się. W lepszych domach Wschodu zwykło się podawać kawę w filiżankach. Duże naczynia należą do złego tonu. Nasz poczciwy Kepek nie pomyślał o tem i przyniósł pełną rakwę[1]. Byłem z tego zadowolony, ponieważ nie lubię ustawicznego kręcenia się służby z filiżankami. Miałem również wrażenie, że gospodarz, korzystając z nieobecności służącego, zechce podzielić się ze mną informacjami, o których wspominał. Siedzieliśmy przez długą chwilę w milczeniu. W przerwach między jedną

  1. Dzbanek.
49