Strona:Karol May - Król naftowy I.djvu/33

Ta strona została skorygowana.

— Piekielnie mało się przyda. Gdyby naprzykład zjawili się finderzy, oczyściliby wam kieszenie, zanim choćby jeden z was zdążył wytrzeszczyć oczy. Dlaczego raczej nie złożyliście pieniędzy w jakimś banku?
— Złożymy, panie. Tam, w Prescott.
— Chcecie się tam udać?
Yes.
— Jako zastawiacze sideł?
Yes.
— Czyż macie sidła?
— Nie.
— Skąd chcecie je wziąć?
— Kupić w Prescott.
— Niebiosa! Co z was za ludzie! Co zamierzacie tam schwytać?
— Bobry i — i — i... — urwał zakłopotany.
— I — i — i... — Cóż jeszcze? — nacierał Buttler.
— Niedźwiedzie — grizzly.
Istny śmiech homeryczny zagrzmiał przy drugim stoliku. Buttler śmiał się aż do łez. Ledwie się uspokoił, zawołał:
— Grizzly chcecie schwytać w sidła, grizzly, z których każdy jest na dziesięć stóp wysoki i waży dziesięć centnarów! Schwytać w sidła?
— Czemu nie? — mruknął Sam. — Jeśli sidła są dosyć duże i mocne!...

31