Strona:Karol May - Król naftowy II.djvu/107

Ta strona została skorygowana.

zachowywać, kiedy się nie doznaje delikatnego obejścia, należnego damie.
— Ale powtarzam to pani, że o niedelikatności, a co więcej — o obrazie, nie może być mowy! Chciałem okazać rycerski sakursal, kiedy muł zaczął panią ponosić. A tymczasem pani odpłaciła mi wyrzutami, chociaż to osioł okazał się wobec pani nie-gentlemanem.
— Ale poco go pan uchwycił? Samabym sobie z nim poradziła! Jużci, umiem się obchodzić z osłami wszelkiego rodzaju. Jeszcze mnie pan pozna pod tym względem. Nie lękam się żadnego osła, ani muła, ani czerwonego Indjanina, ani żadnej białej twarzy. Pan kantor emeritus opowiadał o panu tyle pięknych i miłych rzeczy, że polubiłam pana i jestem gotowa pomóc panu w każdej potrzebie i niebezpieczeństwie. Pójdę dla pana w ogień, jeśli będzie konieczność. No, weź pan ten kawałeczek baraniny; to najlepsze, co mam jeszcze dla pana.
— Dziękuję, dziękuję! — wzbraniał się Frank. — Nie mogę więcej, naprawdę nie mogę. Jestem przesycony i mógłbym łatwo nabawić się indigestykulacji.
Indigestji, chciał pan powiedzieć, panie Frank, — wtrącił kantor.
— Trzymaj pan język za zębami, — żachnął się Frank — panie emeritechnikus! Co pan wie o greckim i arabskim wokarbularzu! Umie pan grać na organach i komprymować opery, w innych

105