Strona:Karol May - Podziemia egipskie.djvu/65

Ta strona została uwierzytelniona.

Trudno było używać rąk i nóg przy schodzeniu i trzymać równocześnie płonącą pochodnię. Fakir znał szyb, więc światła nie potrzebował, Selimowi nie można go było powierzyć, a przytem ręce miał zajęte, opierając się niemi z całej siły o murowany zrąb ściany, — pochodnię więc musiałem nieść ja sam.
Ukląkłem nad szybem i sięgnąłem ręką, by zbadać otwory w ścianach. Były dość wielkie i takie twarde, że się pod naszym naciskiem nie mogły skruszyć. Fakir zniknął wkrótce w otworze, a za nim ruszył Selim, odmawiając szeptem modlitwy:
Świadczę, że niema Boga oprócz Boga; świadczę, że Muhammed jest wysłannikiem Boga!
Wkońcu wszedłem i ja, pomagając sobie nogami i prawą ręką, bo w lewej trzymałem pochodnię. Pierwsze kroki wdół były bardzo powolne, wkrótce jednak przyzwyczailiśmy się do położenia i odległości otworów, i dalej szliśmy już prędzej. Nie mówiliśmy nic.
Liczyłem kroki. Rzeczywiście po dwu-

63