Strona:Karol May - Przez dziki Kurdystan Cz.2.djvu/124

Ta strona została skorygowana.

łem go zapytać o jego przejścia, kiedy nam doniesiono, że miejsce już się znalazło. Należało się więc tam udać.
— Zihdi — rzekł Haddedihn — dziękuję ci za to, że pokazałeś temu kiaji, iż jesteśmy mężami!
— Czyż nie poznał tego po tobie?
— Panie, nie mam takiego szczęścia, jak ty. Ci ludzie rozszarpaliby mnie, gdybym mu tylko połowę tego powiedział, co ty. Zważ przytem, że umiem zaledwie kilka kurdyjskich słów, oni zaś mają pośród siebie kilku tylko, umiejących po arabsku. Ten kiaja, to musi być osławiony złodziej i rozbójnik, skoro mają przed nim taki respekt.
— No, a widzisz, że mnie też cenią nie mniej, choć nie jestem złodziejem, ani rozbójnikiem. Gdy mię kto obrazi, walę go w twarz, oto cała tajemnica uszanowania, które dla mnie mają. Zapamiętaj też to sobie, Mohammed Eminie: Nie sama pięść to wywołuje, lecz kto chce uderzyć skutecznie, u tego musi także spojrzenie oka i ton głosu być ciosem, który wroga powali. Chodź, bo oczekują nas; nie będziemy się już rozłączać.
— Jakie masz zrobić propozycje?
— Usłyszysz je.
— Ależ nie rozumiem kurdyjskiego języka.
— Przetłumaczę ci od czasu do czasu, co będzie potrzebniejsze.
Dostaliśmy się pomiędzy drzewa i zarośle na polanę dość rozległą na to, by wygodnie odbyć narady. Dokoła poprzywiązywano konie. Może dwudziestu marsowych wojowników siedziało razem z agą na środku placu. Reszta cofnęła się z czcią i stanęła przy koniach albo głębiej w zaroślach, aby być na straży bezpieczeństwa naszego. Widok tych dziwacznie poubieranych Kurdów z ich rozmaicie osiodłanymi końmi był bardzo malowniczy, ale nie mogłem mu się dokładniej przypatrzeć.
— Panie — zaczął aga — jesteśmy gotowi wysłuchać tego, co nam masz powiedzieć. Ale czy ten należy także do assiretów?
Wskazał przy tem na Mohammed Emina, więc musiałem ten cios odparować.
— Mohammed Emin jest sławnym emirem Beni Haddedihnów plemienia Arab-esz-Szammar. Jest mądrym księciem i niezwyciężonym wojownikiem, którego siwą

120