Strona:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu/248

Ta strona została skorygowana.
—   230   —

żeni i wspaniałomyślni. Ci, których ci opisałem, wyrządzili krzywdę nam i naszym przyjaciołom. Oni teraz także chcą pewnych zbrodni się dopuścić, więc spieszymy za nimi, aby temu zapobiec. Cóż więc teraz zarządzisz?
Poskrobał się obydwoma rękami po głowie i odpowiedział po chwili:
— Daj mi dobrą radę!
— Jesteś sam urzędnikiem i musisz wiedzieć, co ci przepisuje powinność. Naco ci rady?
— Wiedziałbym, co czynić, gdybyś me popełnił był jednego głupstwa. Czemu postrzeliłeś tylko w ramię Mibareka? Czyż nie mogłeś mierzyć w głowę lub w piersi? Jużby go nie było na świecie.
— I to mówisz ty, kiaja!
— Nie teraz nie mówi do ciebie kiaja. Gdyby stary nie żył, kazałbym wszystkich trzech naraz pochować i nie podniósłby nikt najmniejszego zarzutu. Tak zaś muszę go pojmać i pod sąd oddać. To niedobra sprawa.
— Nie widzę w tem nic niedobrego. Zdobędziesz sobie nawet zasługę. On umknął z więzienia w Ostromdży. Pochwycisz go, odstawisz do Uskub i obowiązek zostanie spełniony.
— Ale sam się muszą tam udać, aby zdać sprawę, a wy ze mną jako świadkowie, albo oskarżyciele.
— Uczynimy to chętnie.
— Tak, potem opuścicie te strony, a mnie uśmiercą przyjaciele statarego.
— Będzie ci przytem cipło, a to także coś warte.
— Drwij sobie! Ty nie masz pojęcia, co mnie czeka. Gdybyś był, jak rzekłem, tego łotra zastrzelił, bylibyśmy wolni od wszelkich kłopotów i odpowiedzialności. Bo, jeśli będziesz musiał jako świadek pozostać w Uskubie, to cię krwawa zemsta dosięgnie.
— Czy rzeźnik ma tutaj krewnych.
— Tak, ma brata.
— Czy on dziś w domu?
— Jest, bo mój parobek chodził dziś z poleceniem do niego, nie do Czuraka.