Strona:Karol May - Reïs Effendina.djvu/33

Ta strona została skorygowana.

konsulowie tej władzy, co tutaj, i nikt nie zwróci uwagi na zniknięcie psa niewiernego. Mokkadem przybije pewnie w Siut do brzegu i wysiądzie. Jeśli potrafisz tak długo trzymać się giaura, to nietrudno ci będzie wydać go w ręce Abd el Baraka. Mam nadzieję, że nie uda mu się ujść zasłużonej zemsty. Ale powiedz, czy wolno ci o tem mówić? Te trzy pisma, które mu mamy zabrać, muszą mieć wielkie znaczenie. Znasz ich treść?
— Nie. Muza’bir będzie ją znał, gdyż musi przeczytać i zbadać te papiery, czy są prawdziwe. Ich tajemnicy mokkadem mi nie powierzył, ponieważ...
Przerwano mu. Na statek wszedł człowiek, trzymający latarnię, prawdopodobnie muza’bir, czyli oczekiwany kuglarz i złodziej kieszonkowy. Zabrał z dołu latarnię na statek. Świecąc nią dokoła, zobaczył trzech ludzi, zbliżył się do nich i pozdrowił słowy:
Massik bilchair! — Dobrywieczór!
Ahla wa sahla wa marhaba! — Życzę ci licznego potomstwa i pomyślności! — odpowiedział reis.

178
29