Strona:Karol May - Sępy skalne.djvu/171

Ta strona została uwierzytelniona.

To mu się powiodło. Uciekinierzy, ujrzawszy jego oddział, zawrócili ku kotlinie. Przebieg opisanych wypadków był tak krótki, że Apacz nie zdążył wziąć udziału w walce. A teraz nie mógł się przedrzeć przez ławice szlamu. Tylko jednemu zdołał pomóc, mianowicie Hobble-Frankowi, który, siedząc za wodzem i trzymając go mocno, mknął na przerażonym koniu ku rzece tak szybko, że ledwo można było zapobiec katastrofie. A jednak Apacz pośpieszył z pomocą, a za nim wielu Szoszonów.
Wódz Siouxów zrozumiał niebezpieczeństwo. Przerażenie i strach podwoiły jego siły. Wyciągnął ramiona wgórę, gwałtownie uderzył Franka łokciami i wyrwał się z uścisku.
— Giń! — ryknął czerwonoskóry i pchnął nożem wtył, aby przebić klingą odważnego Sasa.
Frank szybko się uchylił. Uniknął ciosu. Nie mając broni, przypomniał sobie cios Old Shatterhanda. Lewą ręką chwytając wroga za gardło, prawą pięścią grzmotnął w skronie z taką siłą, że zdawało mu się, iż roztrzaskał sobie własną pięść. Ciężki Mokasyn zwisł ogłuszony.
Atoli był już na brzegu. Koń skoczył potężnym susem do rzeki. Dwaj jeźdźcy wystrzelili ponad głową zwierzęcia. Rumak, zwolnio-

169