Strona:Karol May - Sapho & Carpio (Boże Narodzenie).djvu/480

Ta strona została skorygowana.

Oddajcie nam broń; powiedzcie, w jaki sposób udało się wam odprowadzić wodę.
— Chcecie tego? Przecież przepadniecie tu!
— Nie, nie zostaniemy! — krzyknęli wszyscy czterej.
Uff! Zasłużyliście na śmierć. Ale nie chcemy być waszymi sędziami. Niechaj was ukarze wielki, mądry i sprawiedliwy Manitou. Odzyskacie jutro rano wolność i finding-hole. Sami będziecie winni, jeżeli stanie się to waszą zgubą. Chodźcie teraz do obozu! Będziecie mogli zobaczyć, gdzie leży; tym razem nie zawiążemy wam oczu.
Jakże chętnie szli po raz ostatni w roli jeńców! Śmieli się z pewnością z naszej głupoty! Po przybyciu do kotliny związaliśmy ich znowu i zakryli oczu. Stary Sannel, na którego można było liczyć, pozostał przy nich i przy Carpiu. My zaś wzięliśmy kilka koców i wróciliśmy do finding-holu. Po odpuszczeniu wody, zaczęliśmy wrzucać nuggety do koców. Było tego tak wiele, że mieliśmy spory ciężar do dźwigania. Przywróciwszy bieg wodzie, wróciliśmy do obozu. Nie chcąc, by Carpio zobaczył złoto, nie rozwinęliśmy kołder; obawialiśmy się, że nie potrafi ukryć radości i zdradzi nas przed jeńcami. Winnetou oddalił się znowu wraz z Sannelem, by poszukać materjału do zrobienia indjańskich sań.
Muszę zauważyć, że przez cały dzień padał gęsty śnieg. Winnetou i Sannel wrócili dopiero późnym wieczorem. Znaleźli odpowiedni materjał i zrobili sanie; stały przed skałą. Położyliśmy się spać, ustaliwszy kolejność wart. Rano, po spożyciu śniadania, wynieśliśmy wszystko do lekkich, bardzo zmyślnie zbudowanych sań, których poszczególne części składowe powiązane były

472