Strona:Karol May - Sapho & Carpio (Boże Narodzenie).djvu/505

Ta strona została skorygowana.

Przy blasku świec zacząłem wraz ze Stillerem, Reiterem i Rostem śpiewać kolędę. Gdy śpiew umilkł, wypowiedziałem kilka słów; nie mogłem mówić dużo, łzy dusiły mnie, Winnetou porozdzielał nuggety między Sannela, Reitera, Rosta i Carpia.
Jakże się czuli szczęśliwi! Stary Sannel miał od tej chwili zapewnioną przyszłość, Reiter oświadczył, że pośle połowę złota staremu ojcu, memu byłemu nauczycielowi śpiewu. Rost mógł teraz poważnie zająć się myślą o praktyce. Carpio włożył swe bezsilne ręce w dłoń Winnetou, dziękując mu w ten sposób, potem zaś rzekł do mnie:
— Czemże jest złoto dla umierającego? Mimo to cieszę się z daru waszego nieskończenie, gdyż wiem, dlaczegoście mnie obdarzyli. Jestem pewien, droga Safono, że zrobisz mi tę łaskę i zawieziesz złoto ojcu. Myśl o tem, że choć raz w życiu syn sprawi mu przyjemność, napełnia mnie radością. Powiedz mu jednak, że to nie pomyłka, nie rezultat roztargnienia, że złoto naprawdę do niego należy!
Welley i Stiller nie dostali nic; nie okazywali jednak rozczarowania. Wręczyłem Welleyowi obydwa kwity depozytowe i wytłumaczyłem mu, że jest to odszkodowanie za zrabowane jemu i Watterowi złoto, o mało nie zemdlał z radości; gdy ochłonął, zaczął się rozpływać w serdecznościach i dziękczynieniach.
Reiter otrzymał swój weksel i dokument, zawierający przyznanie się do popełnionego morderstwa. Musiałem mu, oczywiście, opowiedzieć, w jaki sposób udało mi się otrzymać obydwa dokumenty. Oświadczyłem ponadto, że nie jest mordercą Finella, którego zabił Sheppard; prayerman stanął bowiem za nim i strzelił równo-

497