Strona:Karol May - Sapho & Carpio (Boże Narodzenie).djvu/514

Ta strona została skorygowana.

niej, że dopiero na wiosnę odtransportowali go do Laramie. Muszę tu zaznaczyć, że dalszemi losami tego starca nie interesowałem się zupełnie. — Avaht-Niah pozwolił chętnie dr. Rostowi pozostać u Szoszonów. Jest obecnie jednym z najwybitniejszych lekarzy Zachodu i... gorliwym czytelnikiem moich powieści podróżniczych. Ucieszy się też niezawodnie, przeczytawszy nieco o sobie. Niechaj mi wybaczy, żem się może zbyt wiernie trzymał prawdy w tym przydługim nieco opisie. ——
Nie mieliśmy ochoty czekać u Wężów nadejścia wiosny. Przy pierwszej więc odwilży zaryzykowaliśmy — niebezpieczną ze względu na konie — przeprawę przez przełęcz. Próba się udała. Mówiąc „zaryzykowaliśmy”, mam na myśli Welleya, Stillera, Sannela, Reitera, Winnetou i siebie; reszta pozostała. Ruszyliśmy na Wschód. Ze względu na konie musieliśmy urządzać częste i długie postoje: głównem pożywieniem rumaków w przeprawie tej były młode gałązki, niestety, przeważnie zmarznięte. Gdyby nie obecność Winnetou, nie odważylibyśmy się na tak daleką wyprawę. Wierzyliśmy jednak, że Apacz da sobie radę — nawet wśród śniegów. Droga odbiła się fatalnie na koniach i, by móc kontynuować wyprawę, musieliśmy urządzić długie postoje w Fort Gnattau i w Fort Karney.
Chwilowo nie było mowy o zabraniu skór Stillera, zmagazynowanych u Szoszonów i Kikatsów. Umówiliśmy się wodzami, że dostarczą futra na wiosnę do Laramie, skąd zabiorą je biali urzędnicy kupców. ——
Przybyliśmy do Weston z początkiem marca. Trudno opisać radość w rodzinie Stillerów. Odnaleźliśmy wkrótce Wattera. Wespół z Welleyem przedstawili w mojej obecności kwity depozytowe, które zabrałem Cornerowi,

506