Strona:Karol May - Syn niedźwiednika Cz.1.djvu/114

Ta strona została skorygowana.

dzo. Winnetou spostrzegł ciemną płeć zbliżającego się mężczyzny, a ponieważ słyszał od Old Shatterhanda, że w wyprawie bierze udział murzyn, więc był przekonany, że ma przed sobą przyjaciół. Pozwolił zatem murzynowi się zbliżyć.
Jeden z rumaków parsknął. Bob usłyszał, zatrzymał się i natężył słuch. Powtórne parskanie dowiodło mu, że ktoś się znajduje wpobliżu.
— Kto to być? — zapytał.
Cisza.
— Bob pytać, kto tu być! Jak nie odpowiedzieć, to masser Bob zabić. Kto tu być?!
I tym razem nie doczekał się odpowiedzi.
— No, to musieć umrzeć wszyscy, którzy tu być!
Wzniósł do góry maczugę i podszedł bliżej. Ogier Winnetou rozdął chrapy i łyskał dookoła ślepiami. Stanąwszy dęba, kopał przedniemi kopytami w kierunku Boba, który ujrzał przed sobą wysoką, ogromną postać, zauważył błyszczące ślepia i usłyszał groźne parskanie. Jedno kopyto huknęło mu nad głową i, cofając się, odrzuciło masser Boba nabok.
Był to odważny zuch, ale nie śmiał wdawać się w rozprawę z takim przeciwnikiem. Wypuścił z rąk maczugę i dał drapaka, zrywając gardło:

113