Strona:Karol May - Syn niedźwiednika Cz.1.djvu/22

Ta strona została skorygowana.

że Indjanin jechał stępa. Na nierównem miejscu koń jego potknął się i runął na kolana. Jemmy zeskoczył na ziemię i jął badać miejsce.
— Tak, to Indsman, — oznajmił ostatecznie. — Zeskoczył na ziemię. Mokasyny miał ozdobione szczeciną jeża morskiego. Tu oto leży odłamana igła. A tu... ach, ten drab musiał być jeszcze nader młody.
— A to czemu? — zapytał Długi, który został na mule.
— To miejsce jest piaszczyste, wskutek czego stopa jego zostawiła dokładny odcisk. Jeśli nie mam przyjąć, że to była squaw...
— Bzdury pleciesz! Kobieta samaby się tu nie zapuściła.
— W takim razie jest to młokos, prawdopodobnie najwyżej osiemnastoletni wyrostek.
— Tak, tak! To brzmi groźnie. U niektórych plemion właśnie tacy młokosi są wywiadowcami. Musimy się mieć na baczności.
Ruszyli dalej. Dotychczas jechali po kwietnej prerji, teraz jednak gdzie niegdzie ukazywały się krzewy, z początku pojedyńcze, a następnie już w grupach. Zdala wznosiły się drzewa.
Przybyli na miejsce, gdzie, jak poznać było, jeździec na czas krótki zeskoczył z siodła, aby dać wypoczynek zwierzęciu, następnie po-

21