Strona:Karol May - Syn niedźwiednika Cz.1.djvu/51

Ta strona została uwierzytelniona.

— Nie mogę się o to kłócić, aczkolwiek niegdyś byłem gimnazistą i deklinowałem nawet mensa.
Mały człowieczek obrzucił go drwiącem spojrzeniem i rzekł:
— Deklinował pan mensa? Zapewne się pan przemówił?
— Nie.
— No, to nietęgo było z pańskiem gimnazjum! Nie mówi się deklinowałem, tylko deklamowałem, a także nie mensa, tylko pensa. Deklamował pan swoje pensa, być może Przekleństwo śpiewaka Hufelanda, lub Wolnego Strzelca pani Marji Tkacz. Ale z tego powodu nie będziemy się kłócić. Każdy się uczył, jak mógł, — nie więcej — i skoro widzę Niemca, cieszę się bardzo, nawet jeśli nie jest tak rozsądnym chłopcem, a nawet jeśli nie jest Sasem. A zatem jak się mamy? Czy będziemy dobrymi przyjaciółmi?
— Rozumie się — roześmiał się Grubas. — Zawsze słyszałem, że Sasi są nader miłymi ludźmi. Ale czemu opuścił pan swoją ojczyznę?
— Właśnie z powodu sztuki i nauki.
— Jakto?

— To się odbyło zwyczajnie i w sposób następujący. Rozmawialiśmy o polityce i historji świata wieczorem w gospodzie. Było nas trzech: ja, nocny stróż i służący. Nauczyciel siedział przy drugim stole wraz ze znakomitymi obywatelami.

50