Strona:Karol May - Syn niedźwiednika Cz.3.djvu/80

Ta strona została skorygowana.

Ogallalla. Sas przybliżył konia, podniósł tomahawk i krzyknął:
Szonka, ta ha na, deh peh! — Psie, podejdź! Źle z tobą!
Tszi-ga szi tsza lehg-tsza! — odparł szyderczo wódz. — Nędzny karle, bijże!
Zwrócił się do Franka i pięścią odparował uderzenie, podbijając do góry rękę Sasa, z której też odrazu broń wypadła. Następnie wyrwał nóż z za pasa, aby zakłuć byłego leśniczego.
— Frank, miej się na baczności! — zawołał Jemmy, rozpędzając konia.
— Nie lękaj się — odparł Frank. — Nie zabije mnie tak łatwo czerwonoskóry! Nie przestrzeli po raz drugi nóg uczciwego Sasa.
Cofnął o krok swego rumaka, aby wódz nie mógł trafić, i śmiałym susem skoczył na konia Ciężkiego Mokasyna. Objął Siouxa, aby mu przycisnąć ręce do ciała. Wódz ryknął z wściekłości. Usiłował uwolnić ręce, ale napróżno, gdyż Frank trzymał co mocy.
— Słusznie! — krzyknął Jemmy. — Nie puszczaj! Śpieszę z pomocą.
— Pośpiesz się troszeczkę! Ścisnąć takiego draba — toć nie drobnostka.
Wszystko odbyło się z błyskawiczną szybkością, szybciej nawet, niż można opisać. Ogallalla trzymał w prawej ręce nóż, a w lewej cugle konia Baumanna. Szarpał się, wspiął w sio-

80