Strona:Karol May - U Haddedihnów.djvu/117

Ta strona została skorygowana.

— Tak.
— Siedzi więc, tkwi sobie. Ale są podobno dusze, które się ukazują i mówią. Tego nie lubię.
— Hanneh wie o tem i dała mi dlatego jeszcze jedno polecenie,
— Jakie?
— Jeżeli uwierzysz, że ma duszę, Hanneh przyrzeka, że dusza ta nigdy się nie ukaże.
Maszallah! Bóg czyni cuda! Jakże się cieszę, że prosiła, abym się zgodził na waszą rozmowę! Wiesz, sihdi, ale tego nie możesz wiedzieć, przecież nie masz kobiecego namiotu... Otóż powiadam ci, gdy dusza kobiety wychodzi z wewnętrznej powłoki, twarz staje się poważna, głos nabiera mocnych akcentów. Wtedy kobieta ma zawsze rację! Skoro jednak przynosisz mi teraz tę wieść radosną, wierzę, że po powrocie sam będę miał rację czasami, a nie jak dotychczas tylko wespół z nią. Czy dała ci jeszcze jakieś polecenie?
— Tak.
— Powiedz wszystko! Słowa twoje są jak promienie słońca, które nawet plecy kro-

113