Strona:Karol May - U Haddedihnów.djvu/124

Ta strona została skorygowana.

— Czy może być piękniejsza i lepsza od Hanneh?
— Nie. Ale jest do niej podobna.
— Życzyłbym jej tego.
— Czy powinienem był cię posłać do Dżermanistanu, byś mi tam wśród cór tego kraju wyszukał żonę?
— Nie, tego nie mogę wymagać. Pozwól, przełknę cośniecoś i namyślę się. Tęsknota, która mnie pozbawiła głodu, minęła. Chcę zjeść nieco kebabu[1], przyrządzonego przez Hanneh, która również przestraszy się bardzo na wieść, żeś tak nieopatrznie założył sobie harem.
Jadł szybko, ale mechanicznie, pochłonięty widać innemi myślami. Po chwili rzekł:
— Przyznaj, żeś miał z powodu tej kobiety nieczyste sumienie.
— Nic o tem nie wiem.
— Ależ tak! Dlaczegoś milczał o niej w duarze? Dlaczego teraz dopiero mówisz o tem? Ożeniłeś się potajemnie.

— Czy wszystko, czego Haddedihnowie

  1. Smażone mięso.
120