Strona:Karol May - Zmierzch cesarza.djvu/121

Ta strona została uwierzytelniona.

godzą w podwaliny państwa. Zasadą tą kierował się sąd, wydając wyrok śmierci. Miano go wykonać 19-go czerwca, na położonem we wschodniej części miasta Cerro de las Campanas.
Maksymiljan odrzucił pomoc Kurta, która go mogła uratować. Uciekł na Cerro. Był to pierwszy krok ku mogile, dokonany z własnej woli.

Gdy nadszedł ranek dnia egzekucji, w Queretaro panowała głucha cisza, choć nikt nie spał tej nocy. Meksykanie wstają wogóle bardzo wcześnie i dlatego w tych częściach miasta, przez które przechodzić musieli skazańcy, zebrały się tysiące ludzi. Na placach, placykach i uliczkach tłoczyli się obywatele, żołnierze, vaquerzy konni i piesi, Indjanie i biali, murzyni, metysi, mulaci, terzeroni, quarteroni, Chińczycy. Cały ten różnorodny i różnobarwny tłum pragnął się przyjrzeć egzekucji człowieka, który był cesarzem.
W oczach napół cywilizowanego tłumu nikt nie odczytałby wyrazu dzikiego zadowolenia, przeciwnie, widać było, że barbarzyńcy współczują skazańcom.
Nie prowadzono głośnych rozmów, szeptano tylko. Miasto robiło wrażenie kościoła, lub cmentarza.
O siódmej wyprowadzono skazańców z więzienia. Dla każdego przeznaczony był powóz, strzeżony przez silną eskortę. Niesiono również krzyże drewniane, pod któremi skazańcy mieli stanąć.

119