Strona:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Melancholia.djvu/212

Ta strona została uwierzytelniona.

w trzęsawiska w puszczy, błądząc w ciemnościach.

ARTUR.

Szczęśliwy traf wprowadził mnie na drogę do pałacu. Jechałem spokojnie, ale niedaleko już ztąd, koń mój wspinać się począł i upadł wraz ze mną.

ANNA (nagle, nerwowo).

Ach!

MATKA.

Co ci się stało, dziecko?

ANNA (cicho do matki).

Wydało mi się znów, jakby drzewa zadrżały w ogrodzie.

MATKA.

Dziwne masz dziś przywidzenia. Zresztą wicher jest silny.

ANNA (j. w.).

O nie, to nie wiatr... Ja wiem, że to przywidzenie, ale tak przejmujące...

KSIĄDZ (patrząc uważnie na Annę).

Nie trzeba się poddawać tym chorobliwym uczuciom.

ANNA (jakby uniewinniając się).

One same ku mnie idą niespodzianie i nie wiem zkąd?