Strona:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Melancholia.djvu/247

Ta strona została uwierzytelniona.

nikt, aż do przyszłego roku. Ale tymczasem lody go zgniotą i zmiażdżą. Albo to pierwszy... My sami byliśmy w dobrych opałach.

MARYA (bolesnym szeptem).

To był „Krzyż południowy“...

OBCY.

Mam dużo drogi do domu, muszę iść. Niech was Bóg strzeże. (Uchyla czapki i odchodzi).

KSIĄDZ.

Boże prowadź.

MARYA.

Wuju, wuju, to był „Krzyż południowy“, okręt Gerarda...

KSIĄDZ.

Tego nikt nie może wiedzieć, moje dziecko. Jakikolwiek to okręt był, trzeba się pomodlić za dusze zaginionych nieszczęśliwych. Ale czy to był okręt twego brata, tego nie może wiedzieć nikt. Ten człowiek nie wiedział przecież, co to był za okręt? Ja jestem pewny, że Gerard wróci. Burze ich może zapędziły trochę od lądu.

MARYA.

Ach, wuju Anzelmie, wuju Anzelmie, oni już nie powrócą, ani Gerard, ani mój biedny Karol...