Strona:Klejnoty poezji staropolskiej (red. Baumfeld).djvu/102

Ta strona została przepisana.


„Bojaźń wyrodna w serce me nie wchodzi,
Lecz, mogąc pomóc, żywiąc, umrzeć szkodzi,
Choc miejsce wzywa, i dusza uczciwa
Krwią, ciałem, zbroją sławę kupić chciwa.

„Ale jeszcze trwa ten targ! otwórz bronę,
Otwórz, już mię wstyd mieć mur za obronę!
Niechaj przypłaci pohaniec zdradliwy,
Że tył mój widział, gdym zbrojny i żywy!“

To rzekłszy, jako z działa śmiertelnego
Kamień, płomienia gwałtem siarczystego
Z hukiem wyparty. jako przez wiatr rzadki
Leci przez ciała, dając im upadki:

Tak mężny Frydrusz, gniewy szlachetnemi
Zapalon, z zamku z krzyki rycerskiemi
Wypadł, i przeszedł zastęp niezliczony,
Swą i tatarską prawie krwią zjuszony.

Tam zaś, by tygrys, gdy swe baczy dzieci
Miedzy myśliwcy, choć tysiąc strzał leci,
Wpada w pośrodek, nie o ratunk dbając,
Ale o pomstę, szkodzi, i konając:

Taki był on mąż, widząc swój lud zbity,
Drugi związany; aż go znamienity
Duch ze krwią odbiegł. Padł. Krzyknął bezbożny
Zastęp i więźnie. Lecz był okrzyk rożny...

O cny rycerzu! Nietylko szczęśliwie
Duch twój z wielkiemi bohatyry żywie:
I tu, dokąd Bug ciche wody swoje
Niesie do Wisły, dotąd imię twoje

Trwać będzie w ustach ludu rycerskiego;
I rzecze człowiek serca wspaniałego:
„Z lepszem ojczyzny szczęściem, wieczny Panie,
„Bacz mi naznaczyć tak prędkie skonanie!“

(Około 1570).