Strona:Klejnoty poezji staropolskiej (red. Baumfeld).djvu/154

Ta strona została skorygowana.


Djabeł na warcie, żeby nikł nie budził, stoi,
Grozi palcem zdaleka, psów nawet popoi:
Najpierwej im toż wino postawiwszy w wiedrze,
Żeby spali, nie szczekał żaden na katedrze,
Abo niezrozumianym głosem. Chceli pyska
Uchylić który, chleba po kawałku ciska.
Niechżeby który krzyknął, jako ogar w borze, —
„Heretyk! Zamurować na śmierć go w klasztorze
A bo ściąć abo spalić! Tak smaczny sen światu
Przerywać? Niech paszczeki swej sprawi nie katu!
Gdzie drudzy Syrenami przyśpiewują z lekka,
Przygrywają, żeby spał tem smaczniej; on szczeka.

(1688).



ZBIGNIEW MORSZTYN.
DUMA NIEWOLNICZA.

Ja śpiewam, chociaż biedy, zgoła mizernego,
Ogarnęły mię wszędy, więźnia ubogiego,
Choć nieszczęśliwy
Ledwiem już żywy.

Śpiewam ci, ale moje serce bez przestania
Ciężkie ma niepokoje, gdy częste wzdychania,
Trapiąc mą duszę,
Wylewać muszę.

Ja śpiewam, choć ojczyzna matka utrapiona,
Ona, lak kiedyś żyzna, tak niezwyciężona,
Nagle upada,
Szwed ją podsiada.

Śpiewam ci, lecz me pieśni tylko faunowie
I satyrowie leśni po głuchej dąbrowie
Niechaj śpiewają,
A narzekają.