Strona:Klejnoty poezji staropolskiej (red. Baumfeld).djvu/160

Ta strona została przepisana.


Łzy moje z jego wodami
Mieszając, w dalekie kraje
Wysyłałem je posłami,
Aż tam, gdzie mu bieg ustaje.

Łzy moje! płyńcie, mówiłem,
Kiedy w Euksynie staniecie,
Tam łzy mych braci znajdziecie,
I krew ich, zmieszaną z iłem.

O wy! sprawiedliwe świadki
Tej rany, co mię tak boli:
Powiedzcie, jak jest dzień rzadki,
Żebym nie płakał ich doli.

Wy, w ciszy morza głębizny,
Poznacie tam: jak jest mało,
Którym by się płakać chciało
Upadającej ojczyzny....

Naród mój postać swą traci,
Miasta poszły na pustynie;
Nie widzę w ich rozwal i nie,
Ledwie część jakąś mych braci.

Dusze szlachetne! wy, które
Dając ojczyźnie krew swoją,
Jużeście przeszły tę chmurę.
Wśród której burzy ci stoją.

Jeśli tam macie łzy wolne,
Płaczcież, prosząc o ulżenie!
Tu, widzę, nasze westchnienie
Ani łzy nasze niezdolne...

(Około 1770 r.).