Strona:Klejnoty poezji staropolskiej (red. Baumfeld).djvu/168

Ta strona została przepisana.


Oto na sam brzęk i krótki blask złota
Troskliwem uchem czatuje niecnota.
Skądkolwiek chytra zabłyśnie intryga,
Leci tam nędza i co urwać pragnie;
Chełpi się zdrada, że ją gwałt podźwiga,
Klaszcze mu podłość i kark jarzmu nagnie.
Jakże się z twojej wydźwigniesz ruiny,
Matko, takiemi otoczona syny?!

(Około 1760 r.)



FRANCISZEK DYJONIZY KNIAŹNIN.
MATKA OBYWATELKA.

Śpij, moje złoto! — śpiewała,
Kołysząc matka swe dziecię —
Śpij, moja nadziejo cała,
Moje ty życie!

Usnęło; słabe niebożę
Dosyć się, dosyć spłakało;
Po płaczu lepiej też może
Będzie mi spało!

Dziecię! O, wieleż to biedy
Matczyna znieść musi głowa,
Nim się pociecha jej kiedy
Z ciebie wychowa!

Wieleż ja z czasem odbiorę
Miłej mi za to wdzięczności,
Gdy z ciebie uznam podporę
Mojej starości;