Strona:Klejnoty poezji staropolskiej (red. Baumfeld).djvu/183

Ta strona została przepisana.


Co, w kluby rządu wziąwszy bezprawia zuchwałe,
Zmieniając hańbę kraju w pomyślniejsze bycie,
Poświęcali Ojczyźnie majątki i życie?
Nie zginą prawa wasze z powszechnym upadkiem,
Będą cnoty i świateł waszych wiecznym świadkiem;
I będzie miał czem Polak potwarców rumienić:
Dowiódł, że chciał być rządnym i umiał się cenić.
Może niejeden dzisiaj z tych ludzi cnotliwych
Stał się ofiarą gwałtu i przewodzeń mściwych?
Może rycerz, którego nieskażone dłonie
Miecz wzniosły raz ostatni w Ojczyzny obronie,
Dziś, w srogiej żyjąc nędzy, okryty bliznami,
Jęczy nad swem kalectwem i Polski stratami?
Jęczy, ale w uciskach ulga mu zostaje,
Ulga, której występny nigdy nie doznaje:
Na nieskażone serce wspomniawszy i cnoty,
Pozna, że lżejsza nędza, niżeli zgryzoty,
I, gdy śmierć przyjdzie, zamknie powieki spokojnie.
Ale ci, co Ojczyznę najechali zbrojnie,
Co, zgubiwszy swe ziomki wyniosłością hardą,
Kryją się w gmachach obcych przed świata pogardą, —
Mimo świetne bogactwa i majątek drogi,
Gorzkie będzie ich życie i śmierć pełna trwogi!
Lecz co widzę? Już ziemia, krwią przodków zdobyta,
Obcemi orły, obcym żołnierzem pokryta!
Jak ciężko Polskę obcem imieniem nazywać!
Jak ciężko słodkie związki natury rozrywać!
Brat bratu stał się cudzym; co mówię, o zbrodnie!
Gdy zawiść wśród mocarzów rzuci swe pochodnie,
Kiedy ludem zabranym wojnę zaczną toczyć,
Ziomek we krwi współziomka oręż będzie broczyć.
Ach! niech mię wprzód mogiła i cyprys żałobny
Pokryją, niżbym patrzał na widok podobny!
O lutni moja! Był czas, gdzie twojemi tony
Nuciłaś dawny blask, mej Ojczyźnie wrócony:
Dziś, dotknięta ostatni raz od drżącej ręki,