Strona:Klejnoty poezji staropolskiej (red. Baumfeld).djvu/198

Ta strona została przepisana.


Kędy to mój rozum głupi!
Sobiem był szczodr, Bogu skąpy:
Com kiedy Bogu poślubił,
Tegom nigdy nie uczynił.

Leży ciało, barzo stęka,
Duszyca sie barzo lęka,
Bóg sie z liczby upomina,
Dyabeł na grzechy wspomina.

Młotem moje pirsi biją,
Dusza nie śmie wy nić szyją:
Widzi niebo zatworzone,
Widzi piekło otworzone....

O duszyco, drogi kwiecie,
Nic droższego na tym świecie,
Tanieś sie djabłu przedała,
Iżeś sie w grzeszech kochała....

Wiercę sie, wołam pomocy,
Nikt za mnie nie chce umrzeci,
Ni przyjaciel na tym świecie,
Jedno w Bodze nadzieję mięci.

Chryste, prze twe umęczenie
Rozprosz djable obstąpienie,
Daj duszycy pożegnanie,
Daj ciału dobre skonanie....

Zazżycież mi świeczkę ale,
Moi mili przyjaciele,
Dusza idzie z krwawym potem;
Co mnie dzisia, to wam potem.

(Z końca XV w.).