Strona:Klejnoty poezji staropolskiej (red. Baumfeld).djvu/262

Ta strona została skorygowana.
MIŁOSNE.


Aż mi się trafiło wcześnie,
Napaść na nię zrana, we śnie.
„Dobry dzień, panno! Zielone?”
Ta trze snem oczy zmorzone.
Że się ledwo zorza bieli,
Maca wszędzie po pościeli.
Ja znowu: „Maryś! Zielone?
„Darmo się przysz, bo stracone!”
Potem się sama przyznała
A w zakładzie fawor dała.

(1674.)



FRANCISZEK KARPIŃSKI.
DO JUSTYNY.
TĘSKNOŚĆ NA WIOSNĘ.

Już tyle razy słońce wracało
  I blaskiem swoim dzień szczyci;
A memu światłu cóż to się stało,
Że mi dotychczas nie świéci?

Już się i zboże do góry wzbiło,
I ledwie nie kłos chce wydać;
Całe się pole zazieleniło:
Mojej pszenicy nie widać!

Już słowik w sadzie zaczął swe pieśni,
Gaj mu się cały odzywa;
Kłócą powietrze ptaszkowie leśni:
A mój mi ptaszek nie śpiéwa!

Już tyle kwiatów ziemia wydała
Po onegdajszej powodzi!
W różne się barwy łąka przybrała:
A mój mi kwiatek nie wschodzi!


232