Strona:Klejnoty poezji staropolskiej (red. Baumfeld).djvu/60

Ta strona została przepisana.


A więc gdy już umrzeć miał,
Sam sobie list napisał
I ścisnął ji twardo w ręce....

A gdy Bogu duszę dał,
Tu sie wielki dziw zstał:
Same zwony zwoniły
Wszytki, co w Rzymie były.
Więc sie po nim pytano,
Po wszytkich domach szukano.
Nie mogli go nigdziej najić,
A wżdy nic chcieli przestać.
Jedno młode dziecię było,
To im więc wzjawiło:
„Aza wy nie wiecie o tem,
Kto to umarł? Jać wam powiem:
U Eufamijana leży,
O jimże ta fała bieży;
Pod wschodem ji najidziecie,
Ać go jedno szukać chcecie!“

Więc tu papież z kardynały,
Cesarz ze swemi kapłany,
Szli są k niemu z chorągwiami,
A zwony wżdy zwoniły samy.
Chcieli mu list z ręki wziąć,
Nie mogli mu go wziąć,
Ani cesarz, ani papież,
Ani wsztko kapłaństwo takież...
Jedno przyszła żona jego
A ściągła rękę do niego,
Eż jej w rękę wpadł list....
A gdy ten list oglądano,
Natemiesce uznano,
Iż był syn Eufamijanów....

(Z wieku XV).