Strona:Klejnoty poezji staropolskiej (red. Baumfeld).djvu/81

Ta strona została przepisana.


Ciąży nade mną, gruba i głucha.
Błyśniesz? — aliści, wzbudzony, czuję,
Widzę coś, chwytam, gorę, wzlatuje.

Do Twojej łaski ustawnie wzdycham,
Uroń tę znanej ducha pokorze!
Bez niej ja w czczości więdnę, usycham,
Głowa jak kruchy kwiat na ugorze:
Ale, gdy zrzęsisz hojną jej rosą,
Jak listki z pączka, myśli się wzniosą.

Cóż, kiedy dzielna Twórcy potęga
W bystrym umyśle ogień roznieci!
Posłuszny dowcip, kędy chcesz, sięga,
I cnota przy nim i sława leci.
Zapal — a między gwiazd Twoich kołem
I ja ognistem zabłysnę czołem!

Ale niech pycha Twojego daru
Zna moc i zapał i pęd wysoki.
Ten proszek, coś go z ziemi rozparu
Aż poza jasne wyniósł obłoki,
Utknięty w ostrze ognistej strzały
Truduoż Ci strącić w podziemne skały?...

(Około 1780 r.)



FRANCISZEK KARPIŃSKI.
PIEŚŃ PORANNA.

Kiedy ranne wstają zorze,
Tobie ziemia, Tobie morze,
Tobie śpiewa żywioł wszelki,
Bądź pochwalon, Boże wielki!

A człowiek, który bez miary
Obsypany Twemi dary,
Coś go stworzył i ocalił,
A czemużby Cię nie chwalił?