Strona:Klemens Junosza-Buda na karczunku.pdf/196

Ta strona została przepisana.


— Owszem, owszem, spróbujmy się! — odrzekł zaczerwieniony Adam.
— Kto mówi o próbowaniu się? Powoli, bez hałasu. Sekret mam do pana.
Odprowadził go na bok i rzekł pooichu:
— Młodzież się zbiera na pana, może być źle. Życzliwie radzę, odjedź pan spokojnie, bo nic nie poradzisz.
— Hołota! — mruknął Adam przez zęby — popamiętacie mnie długo!
W skoczył na bryczkę; kosz z winem wrzucił ktoś za nim. Gdy odjechał, szmer oburzenia wybuchnął z całą siłą; chłopcy powzięli myśl, aby dosiąść koni i dogonić go w polu, ale powstrzymał ich Janek; przemówił do nich, uspokoił.
Wincenty za rękę go ścisnął..
— Bóg ci zapłać — rzekł — mój chłopcze; żeby nie ty, wielką przykrośćbym miał. — A zwracając się do młodzieży, zawołał: — Hej! chłopcy i dziewczęta, zapomnijcie o tem, co było, bawcie się!
Żydzi zaczęli grać, przerwane tańce rozpoczęto nanowo, młodzi hasali na zabój, starzy wrócili do gawędy i krupniku.