Strona:Klemens Junosza-Buda na karczunku.pdf/201

Ta strona została przepisana.


Podziękowawszy Wincentemu i jego żonie za gościnne przyjęcie, biesiadnicy porozchodzili się do domów.
Długo w pamięci kolonistów pozostała ta zabawa, a Dominik Paliwoda uczynił z daty tej erę, punkt wyjścia i termin chronologiczny, od którego liczył następne, ważniejsze w cichem życiu wioskowem wydarzenia.
— Było to — mawiał — w kwartał, w pół roku, w roku po osiedlinach i zaraz przypomniał sobie z przyjemnością góry mięsa, piętrzące się na stołach, smaczne ciasto z szafranem i krupnik, wyrób pracowitych pszczółek, udoskonalony przez człowieka.
Młody Talarowski, od czasu owego zajścia podczas zabawy, nie pokazywał się na koloniach; wstydził się.
Siwy koń zapomniał drogi w tam tą stronę, a natomiast nosił coraz częściej swego pana do miasteczka, do zajazdu Jojny, gdzie coraz częściej odbywały się posiedzenia, pod przewodnictwem imćpana Ździebełki, który wciąż zbierał dowody, niezbędne do prowadzenia procesu z rodziną.
Gdy zima już nastała i śnieg pokrył pola i drogi białym całunem, siwek uwolniony