Otwórz menu główne

Strona:Klemens Junosza-Na bruku.pdf/146

Ta strona została uwierzytelniona.



X.

Bieda ma swój odrębny, charakterystyczny humor. Zdarza się nieraz, że na zapytanie żony, co dzisiaj na obiad jeść będziemy? mąż z całym spokojem odpowiada: jeść będziemy komodę lub szafę — salopę lub zegarek.
Śmieszną się może wydać komu tego rodzaju potrawa, a jednak jadają ją ludzie. I kucharz jest do tego specyalny, taki z brodą roztrzepaną, w brudnej i powyżej pasa zabłoconej kapocie, w przydeptanych butach, z workiem na ramionach. Chodzi on po podwórkach i woła:
— Handel! handel!
Nieraz go stróż za bramę wyrzuci i nieraz bogatszy lokator gniewa się i zżyma, słysząc jego wołanie, ale bywają chwile, że biedak z niecierpliwością jego pojawienia się oczekuje... Tak też go oczekiwał i Kwiatkowski.
Usłyszawszy wołanie: handel! handel! wychylił głowę przez lufcik i zawołał. Na to wezwanie rudobrody handlarz pospieszył, ale na górze nie zjawił się sam; już ich było trzech: jeden