Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom I.djvu/111

Ta strona została skorygowana.

rakterze Faramuziński zapewnia, że najzacniejszy, sposób do życia pewny — majątek...
Po bliższem zastanowieniu się i rozmyśle, matka przyszła do wniosku, że Faramuziński radzi dobrze, że Andzia nie ma co o lepszej partyi marzyć, i że każda panienka na jej miejscu nie namyślałaby się wcale — a ta, nie i nie!
— Słuchaj-no Andziu! — mówi pani Klejnowa — ubierz się ładnie dziś wieczór...
— Na co? moja mamo!
— Goście będą...
— Ach! prawda — mówi Andzia z przekąsem — zapomniałam, że mamy teraz dwóch panów Faramuzińskich!
— Jak to dwóch?
— No tak, starszego i młodszego...
— Bardzo dobrze wiesz, że młodszy nazywa się Kasperkiewicz...
— Niechby nawet Pawełkiewicz, dla mnie jest on Faramuziński, taki sam nudziarz, jak i jego szanowny wujaszek, który go tu nie wiem po co wprowadził...
— Po to, ażeby się starał o twoją rękę, mówiłam ci już...
— A ja mówiłam mamie, że może się nie trudzić. Ja tego zaszczytu nie pragnę, niech uszczęśliwi inną swoją miłością. Wyświadczy mi mama największą łaskę, jeżeli powie mu otwarcie, żeby przestał się fatygować...
— Wcale mu tego nie powiem; przeciwnie, ży-