Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom I.djvu/183

Ta strona została skorygowana.

— I dawać zaliczenia! Ja wiem, ale gdzie są fundusze?
— Tymczasem — odrzekł aktor — mógłby pan dobrodziej forszusować na to ze swoich. Przecież ja jestem odpowiedzialny i mój wkład opieram nie na czczem słowie, lecz na nieruchomości. Jest to prawie tak jak hypoteka. Choćby od jutra zbierać możemy personel, byleby pan mnie chwilowo zastąpił; ale, jak uważam, pan szanowny uczynić tego nie chce.
— Mylisz się pan, chcę i uczynię, lecz niechże wiem wpierw, jak dalece zaawansowałeś pan w tej sprawie?
— Jestem pewny swego, jak najpewniejszy.
— Być może, ale coś pan zrobił, jakie środki przedsięwziąłeś, żeby się przybliżyć do celu?
— Proszę pana — odrzekł — przecież nie mogę jak tatar wpaść do czyjego domu, porwać pannę i uciec z nią, tembardziej, że nie o pannę głównie idzie.
— Rozumiem, ale chciałbym wiedzieć przynajmniej czy porozumiałeś się z ową gąską, i czy ona się zgadza?
— Pisałem do niej przed trzema dniami, ale odpowiedzi nie mam.
— Liścik! mógł nie dojść.
— Niezawodnie doszedł, oddano go jej na ulicy.
— I cóż odpowiedziała?
— Nic.
— To nie wiele. Czy wolno wiedzieć, co w nim było? Przepraszam panie Aleksandrze kochany, że cię