Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom I.djvu/42

Ta strona została skorygowana.

nych starannie, wśród nich imponowały rozmiarami dwa duże, kwitnące oleandry, dar p. Faramuzińskiego na imieniny Andzi. W saloniku znajdował się fortepian i szafka z książkami, na stole leżały systematycznie poukładane „Kuryery“ i pismo poświęcone modom. Pierwsze dostarczały nowinek, drugie wskazówek: co teraz noszą i jak noszą. Co prawda, dwa te źródła duchowego pokarmu były dla matki i córki jedyne. Do szafki z książkami, nabytemi i zebranemi przez ojca, rzadko kiedy zaglądały, i sprzęt ten stał raczej dla zapełnienia miejsca aniżeli dla użytku. Bez „Kuryera“ panie obejśćby się nie mogły, przynosił on im bowiem najciekawsze wieści. Bez pisma traktującego o kapeluszach i sukniach również byłoby trudno żyć... bo panie lubiły trzymać się mody i umiały prawdziwie po warszawsku stroić się tanim kosztem i z szykiem. Po dziesięć razy przerabiały jedne i te same suknie, kombinując, sztukując, odbywając nad każdym fałdem lub kokardą długie konferencye, z taką powagą i namaszczeniem, jakby o losy całego świata chodziło. Po za tem piśmiennictwo niewiele je zajmowało. Andzia czytywała niekiedy sentymentalne powiastki; matka jej zaś, kobieta realna i praktyczna, wolała przepędzać czas nad rachunkami, lub też nad przyrządzaniem obiadów, których p. Faramuziński, zapraszany niekiedy, odchwalić się nie mógł.
Do teatru chodziły często. Pani Klejnowa lubiła ten rodzaj rozrywki, wzdychała na dramatach, zaśmiewała się na wesołych komedyach, nie przejmując się wszakże zbyt głęboko ani treścią utworu, ani grą