Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom I.djvu/54

Ta strona została skorygowana.

za życia nieboszczyka Klejna i po krótkim targu, wynajęła lokal w officynie. Nieosobliwy appartament, ale tani i dość wygodny. Składał on się z kuchni ciemnej zupełnie, jednego pokoju ciemnego w połowie i drugiego mniejszego, wilgotnego w samą miarę, a ciemnego w trzech czwartych. Okna tego appartamentu wychodziły na ganek drewniany, co się wzdłuż całej officyny ciągnął. Większy pokój uważany był za salon, mniejszy służył lokatorkom za sypialnię.
Pani Kubikowa sprowadziła się przed laty dwudziestu z prowincyi, z dwiema bardzo blademi i wątłemi córeczkami, z których starsza mogła mieć wówczas lat ośm, młodsza sześć. Kobiety z całej kamienicy, ujrzawszy nową lokatorkę, zadecydowały jednozgodnie, że blade dziewczynki nie wychowają się i żyć nie będą, lecz przepowiednia ta wcale się nie sprawdziła. Dziewczęta rosły wprawdzie powoli, ale rosły, były szczupłe, blade, jak rośliny pozbawione światła, ale żyły, cieszyły się życiem, bo nieraz śmiechy ich wesołe rozlegały się po domu, nieraz śpiewały wesołe aryjki z operetek przy akopaniamencie rozklekotanego fortepianu.
Kto był mąż pani Kubikowej, jakie zajmował stanowisko w społeczeństwie i w której części świata przebywa, trudno było dociec. Pani Petronella, gdy ją kto o małżonka zapytał, zapalała się gniewem i z żywą gestykulacyą dowodziła, że człowiek, który z nią niegdyś losy swoje połączył, a po kilku latach opuścił ją bez powodu, pochodził z pod ciemnej gwiazdy, że zajmował stanowisko niegodziwca, a wszystkie