Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom I.djvu/60

Ta strona została skorygowana.

Gdy napisała ten list, gdy wyprawiła go na pocztę, odetchnęła. Ciężar spadł jej z piersi, sądziła, że sumogrado został już stanowczo i na zawsze odepchnięty, i że po takiej odprawie więcej odezwać się nie ośmieli, a tembardziej przyjechać.
Dla ciekawości zapytała jednak córek, jako biegłych w geografii, gdzie leży Żytomierz i jak daleko od Warszawy? Zdania panien były podzielone. Mania twierdziła, że to bardzo znaczne miasto nad morzem Kaspijskiem, Józia zaś, że wcale nieznaczne i nie nad morzem, lecz nad rzeką, której nazwy nie sposób spamiętać, na pograniczu Syberyi.
Wywiązała się między siostrami sprzeczka, ale rozstrzygnąć jej nie było można, gdyż książki pensyonarskie, a między niemi geografia i atlas, zostały sprzedane, a pieniądze za nie wcielone do oszczędności.
Pani Petronellą ze sprzecznych zdań córek wyprowadziła wniosek, że bądź co bądź Żytomierz musi leżeć bardzo daleko i że przybycia sumograda nie ma się obawiać.
Gdy Andzia wbiegła do mieszkania pani Petronelli, zastała w niem tylko starszą córkę, Manię.
Była to dziewczyna dziwnie wątła i szczupła, figurkę miała śmiesznie cienką i niewydatną, rysy twarzy ostre, chociaż nie brzydkie i dość sympatyczne. Oczy niebieskie, włosy bardzo jasne, miękkie, połyskliwe.
Gdy Andzia weszła, panna Marya zerwała się z krzesełka.