Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/104

Ta strona została przepisana.


— Dla czego? po takiem zmęczeniu.
— Nie... nie... nie mogę... Proszę cię tylko, żeby kawa była gorąca i każ podać cognac, ten, co niedawno przywieziony z Warszawy.
To powiedziawszy, pan inżynier zaczął się przechadzać po pokoju wielkiemi krokami, głaszcząć brodę i poświstując półgłosem motyw z jakiejś opery.
W kilka chwil później gorąca kawa stała już na stoliku, a pani Janina zatrzymała się na środku pokoju, nie wiedząc czy wyjść i zostawić małżonka w samotności, czy też zostać i słuchać zapowiedzianych zwierzeń.
— Może ja ci przeszkadzam? — zapytała.
— Nie, owszem, proszę cię usiądź.
Pani Janina zajęła fotelik przy oknie.
— Powiedz mi, proszę cię — rzekł głaszcząc brodę — czy nie miałaś listu od matki?
— Nie.
— Ani od siostry?
— Stasia pisała przed dwoma tygodniami, donosząc, że mama chora.
— To wiem, idzie mi jednak głównie o późniejsze wiadomości, o ostatnie wiadomości od matki. Więc powiadasz, że nie miałaś ani depeszy, ani listu... nic? przeczytaj-no to...
Pani Janina rzuciła okiem na zakreśloną wiadomostkę i przeczytała następujące wyrazy: „Uśmiech losu. Niedawno umarł w Paryżu, zamieszkały tam od dość dawna zamożny przemysłowiec i pozostawił po