Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/127

Ta strona została przepisana.


Ta myśl przez panią radczynię rzucona, w wykonaniu natrafiła jednak na wiele przeszkód.
Niełatwo to na prowincyi urządzić jaki taki koncert, bo chociaż amatorów i dyletantów nie braknie, jednak cała mieścina dzieli się na rozmaite kółka i koterye.
Pan Adolf dość musiał się napracować, zanim zebrał komplet amatorów.
Nauczyciel muzyki, stary niemiec Innemann, ułożył bogaty program i kierował próbami.
Pani Janina z matką tak były zajęte przygotowaniami, że zostawiły Stasi zupełną swobodę, skorzystała też z niej i napisała do brata długi list, w którym spowiadała mu się ze wszystkich wrażeń swoich.
Wreszcie nadszedł dzień urodzin pani Janiny.
Już od południa woźni kolejowi, poubierani we fraki, krzątali się w kredensie, a kucharz sprowadzony umyślnie z Warszawy, z powagą i namaszczeniem zabierał się do tworzenia arcydzieł.
Pan inżynier przechadzał się po pokojach, przeglądając czy jeszcze czego nie braknie.
Wieczornym pociągiem nadjechali goście z Warszawy, ma się rozumieć sama śmietanka. Wice-dyrektor, dwóch naczelników i jeden akcyonaryusz, tęgi, otyły, o wschodnich rysach twarzy.
Pan Adolf wybiegł aż przed dom na spotkanie tak dostojnych gości i z wielką rewerencyą wprowadził ich do salonu, który wkrótce zaczął się napełniać.
Bogactwo ma dziwną moc przyciągającą; niby drobne igiełki do magnesu, lgną ludzie do niego i czoła