Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/130

Ta strona została przepisana.


Wysmukła, o niezwykle pięknych rysach panienka zaczyna śpiewać. Ma głos silny i dźwięczny, włada nim umiejętnie, stary Innemann nauczyciel muzyki, promienieje dumą, bo to jego najlepsza uczenica; ale śpiewem nie zachwyca się nikt, oklask dają tylko z grzeczności, bo właściwie czemże się tu zachwycać, wszak to tylko córka zawiadowcy stacyi.
Po niej ma śpiewać panna Stanisława. Wymawiała się wszelkiemi sposobami, lecz na prośby matki i siostry musiała ustąpić. Zaśpiewała jakąś piosnkę ludową, miłym wprawdzie, lecz słabym bardzo głosem. Gdy skończyła, powstała istna burza oklasków. Wszyscy winszowali talentu, otyły akcyonaryusz wyliczył przy tej sposobności wszystkie sławniejsze śpiewaczki europejskie i przyznał, że równie pięknego głosu jeszcze w swojem życiu nie słyszał. On! taki mecenas sztuki i znawca! Wice-dyrektor powiedział pół komplementu, gdyż kaszel drugą połowę mu przerwał, a trzej wiejscy panowie nie sadząc się na dobór słów, wyrazili swój zachwyt oklaskami, które jak rotowy ogień rozległy się po sali.
Na ustach Stasi ukazał się uśmiech pełen goryczy. Oburzała ją tak wyraźna niesprawiedliwość, a gdy rozpoczął się trzeci numer programu, popis jakiegoś młodego człowieka na wilonczeli, Stasia wymknęła się z kółka, które ją otaczało i przysiadła się do córki zawiadowcy. Rozmawiała z nią dość długo, pragnąc ciepłemi, serdecznemi słowy wynagrodzić doznaną krzywdę.
Prawie nad ranem goście opuścili dom pana