Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/153

Ta strona została przepisana.


lała, jakby w nią kto obuchem uderzył. Cóż jest? niechże się nareszcie dowiem co to jest?!
— Ah nieszczęście!
— No?
— Wyobraź sobie, Janinka ze Stasią w tej chwili po obiedzie wyszły do sklepu po jakiś sprawunek.
— No, na miłość Boską! toć to jeszcze nie powód do rozpaczy.
— A ja zostałam sama.... dzieci były w drugim pokoju z boną, a na stoliku stał koszyczek, w którym Stasia chowa swe robótki...
— Nie rozumiem, dlaczego mama opowiada mi to wszystko.
— Nieszczęście, nieszczęście, mój Adolfie.
— Ależ...
— Czekajże, daj mi myśli zebrać. Koszyczek stał... Stasi koszyczek. Naturalnie chciałam go sprzątnąć, bo w stołowym pokoju nie miejsce dla takiego koszyczka.
— No, więc sprzątnęła mama koszyczek i cóż dalej? Cóż nareszcie dalej?
— Nie, nie sprzątnęłam, bo przykrywka była nieco odchylona i dostrzegłam list.
— Przecie! list był pisany do Stasi.
— Czyś go widział?
— Nie, ale przypuszczam że list znajdujący się w koszyczku Stasi, był prawdobodobnie do niej pisany.
— Otworzyłam ten list i struchlałam....
— Ponieważ zawierał wyznanie uczuć młodzieńca zakochanego w Stasi.